Becca
Fitzpatrick - Szeptem
"Czasem
zdarza się miłość nie z tego świata. Naprawdę nie z tego
świata…
Patch
jest tajemniczy i zabójczo przystojny. Nic dziwnego, że
szesnastoletnia Nora uległa jego urokowi. Niemal natychmiast w jej
życiu zaczęły dziać się rzeczy, których nie da się
wytłumaczyć. Chyba że…
Chyba
że ktoś wie, że znalazł się w samym środku bitwy. Bitwy, którą
od wieków toczą Upadli z Nieśmiertelnymi. O Twoje życie.
Ale
cicho sza… Są tajemnice, o których mówi się tylko szeptem."
Są
książki, które wolałabym oceniać tylko i wyłącznie ze względu
na okładkę. Debiutancka powieść Beki Fitzpatrick zatytułowana
„Szeptem” właśnie do takich pozycji należy. Jej oprawa jest
niewątpliwe piękna. Ma w sobie coś tajemniczego, mrocznego, a
jednocześnie subtelnego. W przypadku takiego wyglądu zewnętrznego
powieści, powiedzenie: „Nie oceniaj książki po okładce”
przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Gdyby okładka „Szeptem”
nie była tak przyciągająca, to nie wiem, czy zdecydowałabym się
w ogóle sięgnąć po tę lekturę, bo sam opis bynajmniej mnie do
tego nie zachęcił. Ale nawet jeśli, to na pewno nie zabierałabym
się do niej z tak wielkim zapałem.
Pani
Stephanie Meyer pisząc "Zmierzch" rozpoczęła niesamowity
ruch współczesnej popkultury - kult wszelkich dzikich stworzeń
typu wampiry i wilkołaki.
Pani
Becca Fitzpatrick, co by nie "odgrzewać kotleta" z
wampirami czy tych bardziej włochatych, postanowiła na stronach
swojej powieści zapoznać nas z aniołami.
Całość
powieści mocno bazuje na uczuciach czytelnika, bowiem głównym
wątkiem powieści jest, jak nietrudno się domyśleć, rozkwitająca
miłość pomiędzy nastoletnią Norą oraz Patchem, który okazuje
się upadłym aniołem.
Naprawdę
nie lubię pisać źle o książkach, ale czasami po prostu trzeba.
Dla mnie podstawowym problemem okazała się główna bohaterka,
której nie polubiłam ani trochę. Nora wydała mi się po prostu
nudna. Nie wzbudziła we mnie żadnych emocji, poza irytacją, którą
odczuwałam aż w nadmiarze. Pierwszoosobowy sposób prowadzenia
narracji tylko uwydatnił to, jak powierzchowne i naskórkowe są
przemyślenia Nory. Jej odczucia zostały ukazane w bardzo ogólnikowy
i pobieżny sposób, tak, jakby była ona jedynie obojętną
obserwatorką, a nie czynną uczestniczką dramatycznych wydarzeń.
Zwykle zaletą narracji prowadzonej w pierwszej osobie jest wgląd w
uczucia bohatera, skupienie się na jego wnętrzu, co pozwala na
lepsze poznanie go i szybsze nawiązanie z nim więzi. W „Szeptem”
w ogóle się tego nie czuje. Nora pozostała mi zupełnie obca, mimo
że przez trzysta stron opowiadała mi historię ze swojej
perspektywy. Nie tylko uczucia postaci zostały ukazane w tej książce
pobieżnie. Wszystkie fantastyczne aspekty również nie zachwycają,
ponieważ opisy zawierają żałośnie mało szczegółów. Powoduje
to, że fabuła sprawia wrażenie niedopracowanej.
