sobota, 26 grudnia 2015

Colleen Hoover - Hopeless

Colleen Hoover - Hopeless

"Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa.
To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera. Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia."

 Zacznę od okładki, bo zdecydowanie zasługuje na uznanie. Jest naprawdę ładna i ciężko oderwać od niej wzrok. Ponadto bardzo dobrze, że wydawnictwo postanowiło zatrzymać i nie bawić się w tłumaczenie tytułu. Zwłaszcza, że wiąże się z nim pewna historia, którą poznajemy na kartkach książki.

Ta książka porusza tak wiele trudnych tematów, że emocje, które przez to powstawały, aż zapierały mi dech.

Historia daje do myślenia, otwiera czytelnikowi oczy, skłania do refleksji, do zatrzymania się i rozejrzenia się dookoła. Pokazuje ona tyle cierpienia, że w pewnym momencie zastanawiałam się ile jeszcze mogą ci bohaterowie znieść, oraz jak to wszystko jest możliwe i jak te problemy zostaną rozwiązane. Czytałam ją przez to jednym tchem, wyczekując i pragnąc coraz więcej. Książka pokazuje jak wielka i głęboka jest potęga miłości, jak potrafi scalać i leczyć rany oraz jak uczy wybaczać. 

Wzrusza, śmieszy, doprowadza momentami do szału, wysysa chwilami z nas życie i pokazuje jak istotne jest, aby w chwilach kryzysu mieć przy sobie bratnią duszę. Tego wszystkiego możecie się spodziewać sięgając po "Hopeless", więc jeśli jesteście gotowy na istny rollercoaster uczuć i emocji, to powinniście przeczytać.



"To zakończenie jest prawdziwe, Six. Nie możesz się wściekać z powodu prawdziwego zakończenia. To na sztuczne happy endy powinnaś się wkurzać."

piątek, 7 sierpnia 2015

Gena Showalter - Alicja królowa zombi

Gena Showalter - Alicja królowa zombi

"Mam plan. Tym razem unicestwimy zombi raz na zawsze. Zegną przede mną kark, uznają moją władzę. To ja będę królową ich martwych serc.
Przeżyłam koszmar, ale przetrwałam. Naiwnie założyłam, że teraz poznam, czym są szczęście i miłość. Straciłam czujność, a wtedy okazało się, że niektórzy ludzie są gorsi niż zombi. Czas rozpocząć ostateczną rozgrywkę. To będzie bitwa o wszystko, co kocham. Jeśli będę musiała poświęcić życie – nie zawaham się ani sekundy."

Lubię czekać na ciąg dalszy zapowiadanych trylogii. Najnormalniej w świecie sprawia mi przyjemność ponowne spotkania z dobrze znanymi postaciami i raz jeszcze przeżyć z nimi nie lada przygody. "Alicja w Krainie Zombi" pojawiła się w moim życiu we właściwym momencie, dzięki czemu spodobała mi się jej lekkość i oryginalność spojrzenia na zombi. "Alicja i Lustro Zombi" też było miłą lekturą, choć według mnie nie dorównywało swojej poprzedniczce. A co mogę powiedzieć o "Alicji Królowej Zombi"?

Dawno już nie nudziłam się przy jakiejś młodzieżówce. A tutaj niestety co i raz ziewałam. Przeszkadzały mi przede wszystkim myśli Alicji, która nie przejmowała się niczym innym, jak swoim chłopakiem oraz tym, jaki jest umięśniony, seksowny i przewspaniały. I tak - żebym, broń Boże, o tym nie zapomniała - autorka przypominała mi o tym co kilka stron. Przez to wszystko odbiór powieści stał się niezwykle płytki, a i same pościgi za zombi nie robiły na mnie wrażenia.
Nie da się ukryć, że znudził mnie wątek walki z zombi, który i tak spadł na dalszy plan. To, jak one ewoluowały od pierwszej części bardzo mi się nie spodobało. Autorka miała za dużo pomysłów i upchnęła je wszystkie w trzytomowej serii. Błąd. Wielki błąd. Alicja była tak napchana supermocami, że miałam cichą nadzieję, że od tego wybuchnie. Lubię wyważoną akcję i nie spodziewałam się, że przyjdzie mi się zawieść właśnie na Kronikach białego królika. 

Nie chcę tutaj mocno krytykować "Alicję Królową Zombi". W jakiś sposób czuję sentyment do pierwszej części, który umożliwił mi dokończenie przygód Alicji. Wierzę, że autorka już nie powróci do tej trylogii i nieoczekiwanie nie pojawi się jakiś dodatek. Książka tylko i wyłącznie dla fanów serii. 
W tym całym bajzlu szukam czegoś pozytywnego, jednak oprócz postaci Kat nie potrafię nic dostrzec. Cole przestał mnie zachwycać. Jego ślepe wpatrywanie się w Alicję było takie... dziwne. Zaczarowała go, wiedźma. Jedyne wyjaśnienie, które przyszło mi do głowy. Wyrosłam chyba również z niego, gdyż totalnie przestał mnie zachwycać. Muszę złapać za coś innego z tego gatunku i przekonać się, że to nie ze mną, a z Alicją jest coś nie tak.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Eleonora & Park

Rainbow Rowell - Eleonora & Park


Eleonora… nie sposób jej nie zauważyć: rude włosy, dziwne ciuchy. Czyta mu przez ramię. Uważa Romea i Julię za bogate dzieciaki, które dostawały wszystko, co chciały. Najbardziej nie lubi weekendów, bo spędza je bez niego.

Park… Dobrze mu w czerni. Denerwuje się, gdy musi prowadzić samochód w obecności taty. Uwielbia imię Eleonory i nie skróciłby go ani o sylabę. Wie, która piosenka jej się spodoba, zanim ona zacznie jej słuchać. Śmieje się z jej dowcipów, zanim ona dotrze do puenty.

Oto tocząca się w ciągu jednego roku szkolnego opowieść o dwojgu szesnastolatkach urodzonych pod nieszczęśliwą gwiazdą – dość mądrych, by zdawać sobie sprawę, że pierwszej miłości prawie nigdy nie udaje się przetrwać, ale na tyle odważnych i zdesperowanych, by dać jej szansę.

Spodziewałam się standardowej historii dwojga zakochanych w sobie nastolatków ale w historii Eleonory i Parka nie ma nic prostego.
Eleonora i Park pomimo swojego bagażu życiowego są idealnie wykreowani tak, aby czytelnik mógł poznać wszystkie emocje, które nimi targają. Dwoje nastolatków to postacie, które można tylko pokochać za odwagę i determinację oraz uczucie jakie ich połączyło.

Duża zaletą jest fakt że autorka płynnie zmienia narracje z Eleonory na Parka i z powrotem, tworzy to bardzo płynną i logiczną całość bo nie musimy się zastanawiać co bohaterom chodzi po głowie.

Byłam bardzo zdziwiona, że przeczytałam tę lekturę tak szybko. Wywołała ona we mnie mnóstwo pozytywnych emocji, a zakończenie przyszło tak niespodziewanie, że szukałam kolejnych stron. Eleonora i Park to powieść idealna dla każdego. Zarówno młodzież, która sama być może przeżywa coś podobnego jak i starsi czytelnicy, którzy z przyjemnością cofną się do młodzieńczych lat - każdy znajdzie coś dla siebie. Pierwsza miłość, uczucia, emocje i problemy jak w rzeczywistym świecie, a to wszystko ujęte słowami Rainbow Rowell, to jak dla mnie coś wspaniałego. Coś czego nie można przeoczyć - to po prostu trzeba poczuć! Polecam osobom które lubią inwestować się emocjonalnie w lekturę.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Retrum. Kiedy byliśmy martwi

Francesc Miralles - Retrum. Kiedy byliśmy martwi.

"Czy spałeś kiedyś na cmentarzu?
Christian jest w żałobie po śmierci brata bliźniaka. Pewnego dnia spotyka pod cmentarnym murem troje nieznajomych o bladych twarzach i fioletowych ustach. Szybko traci głowę dla podobnej do wampirzycy Alexii. Kim jednak są członkowie dziwnego stowarzyszenia odwiedzającego po zmierzchu umarłych? I czy spanie na grobach oraz ekscentryczny makijaż to jedynie niewinna zabawa?"


Nie wiem jak wy, ale ja nigdy na cmentarzu nie spałam i prawdopodobnie nie ma osoby, która mogłaby mnie do tego namówić. Christian – główny bohater książki – postanowił spędzić noc w tym przerażającym miejscu z jednego powodu, mianowicie pragnął dołączyć do RETRUM, czyli mrocznych osób o bladych twarzach. Prawdopodobnie normalnie by się na to nie zgodził, jednak po śmierci brata bliźniaka… potrzebował kogoś, kto go zrozumie. Niestety, szkolni koledzy nie potrafili okazać mu zrozumienia...


Książka jest interesującą pozycją. Mroczna powieść, opowiadająca o zagubionym nastolatku - Christianie, który odnajduje nowego siebie tam, gdzie nigdy by nie pomyślał, że będzie. W całej książce opatulonej tajemnicą czarnej mgły smutku, to czasem prześwitują przez nie gwiazdy szczęścia i nadziei.

Bardzo podoba mi się sceneria w tej powieści. Zimno, ponuro, pochmurno, czasem sypnie śnieg, czasem poleje deszcz. I jeszcze piosenki, których bohaterzy słuchali. Po prostu pięknie.

Nie należy czytać jej szybko, bo nigdy nie wiesz, które zdanie utkwi Ci w pamięci. Nie wspominając już o tym, że każdy z krótkich rozdziałów jest rozpoczynany cytatem wielu wielkich autorów, które idealnie się wpasowują w przyszłe wydarzenia zawarte w książce. I chociaż napisałam wam, że nie powinno się jej czytać szybko, to ja pochłonęłam ją w jeden dzień, ponieważ nie potrafiłam się od niej oderwać.


Powstał też drugi tom, jednak nie wydany w języku polskim. Nie mogłam także nigdzie znaleźć wersji z nieoficjalnym tłumaczeniem.

piątek, 13 marca 2015

Pora na życie

Cecelia Ahern - Pora na życie


Poruszająca, ciepła i zabawna powieść o tym, co się dzieje, gdy przestajesz zwracać uwagę na własne życie. Lucy Silchester mieszka ze swoim kotem w wynajętej kawalerce, wykonuje niesatysfakcjonującą pracę, coraz bardziej oddala się od swoich bliskich i nieustannie kłamie, wstydząc się nagłych i niekorzystnych zmian w swoim życiu. Życie Lucy nie jest tym, czym się wydaje. Podobnie jak niektóre z dokonanych przez nią wyborów i opowiedzianych historii. Od chwili, kiedy poznaje mężczyznę, który przedstawia się jako jej Życie, uparcie powtarzanym półprawdom grozi kompromitacja – chyba że Lucy nauczy się mówić całą prawdę o tym, co dla niej naprawdę istotne.

Bohaterka książki, Lucy Silchester jest nieodpowiedzialną kłamczuchą. Kłamie nagminnie i z wielką fantazją, bo, jak twierdzi, zmusiły ją do tego okoliczności. A kolejne kłamstwa doprowadzają do tego, że jej życie staje się nieznośne. Zaniepokojona rodzina podpisuje zgodę na spotkanie Lucy z Życiem... Gdy dochodzi do spotkania, Życie okazuje się nieciekawym, niechlujnym facetem w pogniecionej marynarce i niestety uczucie, jakie wzbudza to jedynie ogólny niesmak. Pierwsze spotkanie kończy się fiaskiem, ale w sercu Lucy zostaje zasiane ziarno, które kiełkuje, a potem (przy ciągłej interwencji Życia) rośnie i pozwala na dokonanie koniecznych zmian w swoim osobistym życiu. A przy okazji także w życiu Życia.

Jestem pod ogromnym wrażeniem, nie spodziewałam się, że książka aż tak mną zawładnie; tematyka była dość inna, więc miałam pewne obawy, czy to na pewno będzie to... a tutaj taka niespodzianka. Spędziłam niesamowite chwile, analizując i przegryzając wszystkie decyzje Lucy, tego, jak Życie decydowało o kolejnym posunięciu, o tym, jak niekiedy bezmyślnie powiedziane słowa niosły za sobą konsekwencje. Jak bardzo zżyłam się z jej własnym życiem i jak odnalazłam sens czegoś bardzo ważnego. Bardzo przeżywałam samo zakończenie, kiedy trzeba było zmierzyć się z nieuniknionym. Nie myślałam, że aż tak zidentyfikuję się z główną bohaterką; w końcu jej historia była inna od mojej, a jednak miałyśmy coś wspólnego i chyba właśnie to sprawiało, że była mi ona bliska, ale i chwilami drażniąca. W końcu tak łatwo wytknąć komuś jego błędy, nie widząc swoich.

piątek, 27 lutego 2015

Szeptem

Becca Fitzpatrick - Szeptem

"Czasem zdarza się miłość nie z tego świata. Naprawdę nie z tego świata…
Patch jest tajemniczy i zabójczo przystojny. Nic dziwnego, że szesnastoletnia Nora uległa jego urokowi. Niemal natychmiast w jej życiu zaczęły dziać się rzeczy, których nie da się wytłumaczyć. Chyba że…
Chyba że ktoś wie, że znalazł się w samym środku bitwy. Bitwy, którą od wieków toczą Upadli z Nieśmiertelnymi. O Twoje życie.
Ale cicho sza… Są tajemnice, o których mówi się tylko szeptem."

Są książki, które wolałabym oceniać tylko i wyłącznie ze względu na okładkę. Debiutancka powieść Beki Fitzpatrick zatytułowana „Szeptem” właśnie do takich pozycji należy. Jej oprawa jest niewątpliwe piękna. Ma w sobie coś tajemniczego, mrocznego, a jednocześnie subtelnego. W przypadku takiego wyglądu zewnętrznego powieści, powiedzenie: „Nie oceniaj książki po okładce” przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Gdyby okładka „Szeptem” nie była tak przyciągająca, to nie wiem, czy zdecydowałabym się w ogóle sięgnąć po tę lekturę, bo sam opis bynajmniej mnie do tego nie zachęcił. Ale nawet jeśli, to na pewno nie zabierałabym się do niej z tak wielkim zapałem.

Pani Stephanie Meyer pisząc "Zmierzch" rozpoczęła niesamowity ruch współczesnej popkultury - kult wszelkich dzikich stworzeń typu wampiry i wilkołaki.
Pani Becca Fitzpatrick, co by nie "odgrzewać kotleta" z wampirami czy tych bardziej włochatych, postanowiła na stronach swojej powieści zapoznać nas z aniołami.
Całość powieści mocno bazuje na uczuciach czytelnika, bowiem głównym wątkiem powieści jest, jak nietrudno się domyśleć, rozkwitająca miłość pomiędzy nastoletnią Norą oraz Patchem, który okazuje się upadłym aniołem.

Naprawdę nie lubię pisać źle o książkach, ale czasami po prostu trzeba. Dla mnie podstawowym problemem okazała się główna bohaterka, której nie polubiłam ani trochę. Nora wydała mi się po prostu nudna. Nie wzbudziła we mnie żadnych emocji, poza irytacją, którą odczuwałam aż w nadmiarze. Pierwszoosobowy sposób prowadzenia narracji tylko uwydatnił to, jak powierzchowne i naskórkowe są przemyślenia Nory. Jej odczucia zostały ukazane w bardzo ogólnikowy i pobieżny sposób, tak, jakby była ona jedynie obojętną obserwatorką, a nie czynną uczestniczką dramatycznych wydarzeń. Zwykle zaletą narracji prowadzonej w pierwszej osobie jest wgląd w uczucia bohatera, skupienie się na jego wnętrzu, co pozwala na lepsze poznanie go i szybsze nawiązanie z nim więzi. W „Szeptem” w ogóle się tego nie czuje. Nora pozostała mi zupełnie obca, mimo że przez trzysta stron opowiadała mi historię ze swojej perspektywy. Nie tylko uczucia postaci zostały ukazane w tej książce pobieżnie. Wszystkie fantastyczne aspekty również nie zachwycają, ponieważ opisy zawierają żałośnie mało szczegółów. Powoduje to, że fabuła sprawia wrażenie niedopracowanej.

czwartek, 29 stycznia 2015

Szukając Alaski

John Green - Szukając Alaski

"Niezapomniana opowieść o odkrywającym życie Milesie zakochanym w szalonej, zbuntowanej Alasce, dzięki której odnalazł Wielkie Być Może – czyli najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości."

Na pierwszy rzut oka historia dość popularna, znana i oklepana. Młody outsider, jakich wielu w powieściach młodzieżowych (żeby czytelnicy mogli bardziej się wczuć w sytuację bohatera?) wyjeżdża do szkoły poza miejscem zamieszkania, tam poznaje przyjaciół, którzy są troszkę zwariowani, nie da się przy nich nudzić. I tak zaczynają tworzyć swoją własną, małą i elitarną grupę, w której są szczęśliwi, napruci i wolni. 


Jednak John Green dokonał czegoś niebywałego, stworzył powieść, w której śmiech przeplata się ze smutkiem, bólem i inteligentnymi dialogami pomiędzy postaciami. Nie powiedziałabym, że jest to typowa młodzieżówka, gdzie Smerfy są dobre, a Gargamel zły. Wszyscy mają w sobie coś dobrego, ale także popełniają błędy. Przez to są tacy ludzcy i interesujący. 

Miles'a poznajemy w momencie gdy jego matka postanawia urządzić dla niego przyjęcie pożegnalne - Miles wyjeżdża bowiem do internatu w poszukiwaniu Wielkiego Być Może. Chłopak nie miał przyjaciół i wiedział, że na przyjęciu tłumów nie będzie (wcale nie było mu z tego powodu jakoś specjalnie przykro), matka natomiast "obstawała przy swoim, trwając w błogich złudzeniach, że przez te wszystkie lata ukrywałem przed nią swoją popularność".

Kolejne rozdziały to odliczanie - "128 dni PRZED", "50 dni PRZED" itd. 
Coś ma się wydarzyć, tylko co?

Bardzo polecam tę książkę ;)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

W śnieżną noc

Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle - "W śnieżną noc"

"Punktem wyjścia jest burza śnieżna, która w Wigilię kompletnie zasypuje miasteczko Gracetown. Na tle lśniących białych zasp pięknie prezentują się prezenty przewiązane wstążeczkami i kolorowe światełka połyskujące w nocy wśród wirujących płatków śniegu.
Śnieżyca zamienia małe górskie miasteczko w prawdziwie romantyczne ustronie. A przynajmniej tak się wydaje… Bo przecież przedzieranie się z unieruchomionego pociągu przez mroźne pustkowia zazwyczaj nie kończy się upojnym pocałunkiem z czarującym nieznajomym. I nikt nie oczekuje, że dzięki wyprawie przez metrowe zaspy do Waffle House uda się odkryć uczucie do wieloletniej przyjaciółki. Albo że powrót prawdziwej miłości rozpocznie się od nieprzyzwoicie wczesnej porannej zmiany w Starbucksie. Jednak w śnieżną noc, kiedy działa magia Świąt, zdarzyć może się wszystko…"

Siłą każdego z opowiadań są zabawni i charyzmatyczni bohaterowie. Nie są zbyt dokładnie przedstawieni, bo w końcu w krótkich opowiadaniach nie ma na to czasu, ale każdy ma jakąś cechę, która go wyróżnia. Bardzo podoba mi się fakt, że opowiadania są ze sobą ściśle powiązane, bo dzięki temu nie musiałam się zbyt szybko rozstawać z tak sympatycznymi postaciami. Zresztą te połączenia są tak fantastyczne, że w zasadzie można W śnieżną noc uznać za spójną całość. Mimo to, żałuję, że nie są to osobne, długie powieści, bo żal było kończyć każdą z tych historii. Czyta się je naprawdę wybornie, a przy tym nie da się nie zarazić tym magicznym klimatem. W dodatku opowiadania poruszają typowe nastoletnie problemy, ale zamiast moralizować - są zabawne, a niekiedy nawet lekko ironiczne i dlatego jestem pewna, że przekonają do siebie niejednego nastolatka.

Pierwsze opowiadanie, "Podróż wigilijna" ogromnie mi się spodobało. Było ono lekkie i przezabawne, a postacie nieprzeciętne i intrygujące. Dawno nie czytałam czegoś tak przyjemnego. Bo to słowo najlepiej określa całą tę historię, jak i styl pisania autorki, który również ogromnie przypadł mi do gustu. A zrobił to na tyle, że jak tylko będę miała okazję, to spróbuję zapoznać się z inną twórczością Maureen Johnson.
Kolejnym było opowiadanie Johna Greena, które było całkiem przeciętne. Momentami czułam się jak w głupawej komedii, kiedy cała zgraja idiotów biegnie do jakiegoś celu, w tym przypadku do kawiarni (tylko dlatego, że są tam cheerleaderki), przepychając się między sobą i ślizgając na śniegu. Zakończenie nie było specjalnie zaskakujące. Wiem, że zapewne narażam się fanom Greena, ale tak tylko mówię. Ta historia była po prostu "ok".
Trzecie opowiadanie było trochę dziwaczne i nie przypadło mi do gustu jakoś szczególnie, ale tragedii nie było. Cała historia wydała mi się nieco naciągana, zwłaszcza wszystko co związane z aniołami stróżami i tym podobną magią świąt. Jednak to w nim był przeuroczy ostatni rozdział. Ogólnie bardzo podoba mi się połączenie ze sobą tych wszystkich historii, to że wciąż przeplatają się ze sobą. Ogólnie lekturę tej książki uznaję za przyjemną. Była lekka, miejscami nieco zbyt banalna, ale jednak odpowiednia. 


Książka bardziej do zrelaksowania się, niż do dogłębnego przeżywania historii bohaterów. Polecam.



niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdanie ;)

Zapraszam do konkursu! Wiem, że nie ma to nic wspólnego z tematem bloga. Ale może jakaś kobieta się skusi ;>
http://www.stellalily.pl/2015/01/mega-rozdanie-wygraj-contour-kit.html

wtorek, 20 stycznia 2015

Ciemność przed świtem

J. A. London - Ciemność przed świtem

"Dwaj bracia wampiry, dwaj synowie władcy nieśmiertelnych zakochani w tej samej śmiertelnej dziewczynie
Zbudowaliśmy mur, by ich powstrzymać. Lecz jesteśmy więźniami zamkniętymi w spustoszonym mieście, żyjącymi
w strachu przed zapadającą ciemnością…
Myślałam, że wiem wszystko o tych potworach. Ale nic nie przygotowało mnie na spotkanie z ich władcą… i jego synem.Czy mogę mu zaufać?
Wampiry opanowały świat. Ludzie żyją w spustoszonych miastach, chroniąc się za ich wysokimi murami. Tylko tu są względnie bezpieczni – dopóki będą składać nowemu władcy ofi arę.
Siedemnastoletnia Dawn Montgomery jest wysłanniczką Denver, łącznikiem pomiędzy ludźmi i wampirami – najmłodszą, odkąd ustanowiono tę funkcję. Pogodziła się z tym, że musi opuszczać mury miasta, by na dworze władcy wampirów negocjować z nim jego przerażające żądania…

Wszystko się zmienia, kiedy w życie Dawn wkracza Victor, syn władcy nieśmiertelnych Lorda Valentine’a. Czy chce
tego, co wszystkie wampiry? Czy pragnie czegoś więcej – jej serca? I czy ich uczucie ma jakąkolwiek przyszłość, gdy pojawi się rywal, który pożąda Dawn tak samo mocno, jak władzy i krwi…"


Ciemność przed świtem” wydawać się może, że to kolejna historyjka o wampirach.Powiem szczerze, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą książkom. Dostrzegłam w tak banalnym temacie, jakim są wampiry, wiele ciekawych rzeczy. ;) Nie nazwałabym, tej książki żadnym arcydziełem, ale zdecydowanie mogę ja umieść na półce książek, które warto przeczytać. Książka opowiada o dziewczynie, która wybrała chłopaka z przeszłością. Ale ta książka, daje całkiem inne spojrzenie. Dawn jest zwykłą siedemnastoletnią dziewczyną. Autorzy nie zrobili z niej wszystkowiedzącej, idealnej panienki. Za to ukazali jej mocne i słabe cechy. Co mi się bardzo spodobało.
Przez długi czas nie mogłam się przyzwyczaić do narracji w czasie teraźniejszym. Książka trzyma w napięciu. Niektóre momenty można przewidzieć, na szczęście są i takie, które zaskakują. Pozwalają się czytelnikowi wciągnąć w świat, odgrodzony murem. Gdzie marzenia o wolności się nie spełniają. Gdzie słońce jest darem. Pozwala choć na chwilę zapomnieć o wampirach, czyhających na bezbronnych ludzi. W nocy lepiej nie wychodzić z domu. Mimo, że mur jest wyskoki, niektóre wampiry przedostają się do środka. A co jeśli jeden wampir, zachowuje się jak człowiek? I może chodzić w dzień? Dawn ma kłopoty. I czeka ją trudny wybór. Czy wybierze właściwy? 
Wliczam te książkę do listy moich ulubionych. Jest po postu ciekawa, przyjemna i wciągająca. Polecam. 

Nie ukrywam,że ze zniecierpliwieniem czekam na kontynuacje w Polsce.

piątek, 16 stycznia 2015

Kochanka Słońca

Sandra Gulland - Kochanka Słońca

"To przedstawiona na wspaniałym tle Wersalu Ludwika XIV opowieść o Ludwice de la Vallière, pięknej młodej amazonce, która zdobyła serce charyzmatycznego francuskiego monarchy, zwanego Królem Słońce. Pełna temperamentu dziewczyna pochodząca z niższej szlachty, bez szans na zamążpójście i zbyt biedna, by wstąpić do klasztoru, zdobywa, a później dramatycznie traci łaskę i uczucia króla. "Kochanka Słońca" to porywająca historia miłosna z elementem intrygującej tajemnicy, to opowieść ukazująca moc prawdziwej namiętności, ale także ludzką niezdolność do pielęgnowania i zachowywania uczucia."

Ludwika de la Valliere, zdrobniale nazywana Petite to główna bohaterka powieści, a zarazem narratorka opowiadająca o swoich życiowych zmaganiach. Jest córką Wawrzyńca, który leczył ludzi, Franciszki zajmującej się między innymi suszeniem ziół oraz siostrą starszego o dwa lata Jana. Petite potrafi czytać w wieku sześciu lat, jest niezwykle bystrym dzieckiem kochającym księgi ojca oraz trudne w obyciu i narowiste konie. Tym sposobem zaprzyjaźnia się z Diablo - dzikim koniem, który nikomu nie pozwala na zbliżenie a tym bardziej osiodłanie. Rodzice decydują o zastrzeleniu jej ulubieńca, ale nasza mała bohaterka jest zdesperowana i nieustępliwa w tej kwestii, a przy pomocy czarnej magii osiąga cel. Nieokiełznana natura Petite jest przyczyną wielu nieprzyjemnych scen. Uraz po złamaniu nogi unieruchamia ją na dłużej, jedna noga pozostała krótsza od drugiej, co pozostało jej do końca życia.
Po pewnych perypetiach zostaje damą dworu i przenosi się na dwór królewski, gdzie zakochuje się z wzajemnością w żonatym królu Ludwiku XIV. Petite należy do niższej szlachty i ma niewielkie szanse na zamążpójście. Zdobycie serca francuskiego monarchy Ludwika XIV, zwanego Królem Słońce stanowi dla niej szansę na awans społeczny, jako konkubinie króla otwiera się przed nią szereg możliwości. Ich romans kwitnie, ale jak długo będzie im pisany idealny związek? Czy coś stanie na przeszkodzie szczęściu zakochanych?
"Kochanka Słońca" to piękny historyczny romans ukazujący dworskie obyczaje panujące w siedemnastowiecznej Francji. Autorka wiernie oddała charakter Paryża nie zapominając w relacjach nawet o jego przykrym zapachu. Opisała piękną i majestatyczną katedrę Notre - Dame, co świadczy o znajomości szczegółów. Stworzyła szereg postaci zarówno historycznych, które można znaleźć w literaturze faktu z tego okresu, jak i postaci fikcyjnych, które perfekcyjnie wkomponowała w całość. Dzięki temu każdy bohater wydaje się być prawdziwy. Sandra Gulland sprawnie pokierowała ich losami. Styl pisowni charakterystyczny dla epoki. Na uznanie zasługuje także okładka, która prezentuje się wyjątkowo. Jestem oczarowana całokształtem powieści i z pełną odpowiedzialnością zachęcam do czytania, bo naprawdę warto!

środa, 14 stycznia 2015

Dziewczyna w mieście aniołów

Cathy Yardley - Dziewczyna w mieście aniołów

"Zdarzyło Ci się przenieść do wielkiego, nieznanego miasta dla faceta, który nie był tego wart? Sara Walter to zrobiła. Wyjechała do Los Angeles i zmieniła całe swoje życie, licząc na to, że zamieszka ze swoim narzeczonym. Ale on gra na zwłokę. Doprowadza do ostateczności, szukając życiowej stabilizacji Sara wpada w furie i zrywa z nim. Nieoczekiwanie zostaje na lodzie: bez narzeczonego, bez pracy i bez pomysłu, co robić dalej."

To pierwsza książka tej autorki jaką przeczytałam. Mimo że jest to kobieca literatura to nie jest to jakiś romans a nic w tym stylu. Tak też myślałam po przeczytaniu opisu na okładce i dlatego zdecydowałam się to przeczytać. I rzeczywiście książka okazała się bardzo interesująca, tylko niezdecydowanie głównej bohaterki Sary trochę mnie irytowało. Bardzo dobrze się czyta tą książkę i do końca nie wiadomo jaką drogę wybierze Sara. Jak w kryminałach, trzyma w napięciu do końca.
Polecam każdemu, niekoniecznie na poprawę humoru, ale tak po prostu jako zwykła lektura.

wtorek, 13 stycznia 2015

Pachnidło. Historia pewnego mordercy.

Patrick Süskind – Pachnidło. Historia pewnego mordercy.

"Jan Baptysta Grenouille, obdarzony niepospolitym zmysłem węchu, tworzy najdoskonalsze na świecie eliksiry do produkcji perfum. Zachwyca się nimi nie tylko XVIII-wieczny Paryż, centrum mody i elegancji. Sam Grenouille nie jest jednak zadowolony. Oto owładnęła nim myśl, by wydestylować wonność nad wonnościami, pochodzącą z... dziewiczego kobiecego ciała. Owładnięty idée fixe, postanawia znaleźć dziewczynę o doskonałym zapachu, choćby nawet miał popełnić zbrodnię..." 

Styl „Pachnidła” to styl lekki, przyjemny, szybki i łatwy w odbiorze. Styl wyćwiczonej ręki znakomitego bajarza, który potrafi przykuć uwagę czytelnika i nie wypuścić jej ze swych rąk przed finałem. Ale co najważniejsze, potrafi tak operować słowem, że zapachy naprawdę można poczuć. A to chyba w tej fabule najistotniejsze.
Fabuła natomiast to prosta, ale skutecznie opowiedziana historia losów nietypowego człowieka, na tle prawdziwej, czasem i do bólu (nosa!) scenerii tamtych lat. Scenerii brudnych zaułków, niszczejących pokojów, w których świadczą swe usługi prostytutki, ukwieconych łąk, intensywnych pachnideł i cudownej woni kobiecych ciał. Każda z nas, kobiet, zna ten zapach. Tą ulotną woń, którą perfumy mogą podkreślić, wydobyć, wzbogacić, ale której nie zastąpią. Zapach, który chciałoby się wdychać, jak wdychać chce powietrze niedoszły topielec, i który chciałoby się móc uchwycić. W słowa, w buteleczkę perfum. 
Zapach idealny.
Autorowi udaje się to pierwsze. Ubrać w słowa, otulić hołdem, przekazać swoje spostrzeżenia na jego temat. Grenouille usiłuje ów zapach uchwycić w buteleczkę, stworzyć pachnidło idealne wszelkimi metodami, za wszelką cenę... Czy mu się to uda? Przeczytajcie by się dowiedzieć i to koniecznie, bowiem jest to jedna z lepszych książek, jakie miałam w dłoniach, a trochę ich się przez moje ręce przewinęło.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Dziecko na niebie

Jonathan Carroll - Dziecko na niebie

"Weber i Philip - przyjaciele i filmowcy, ludzie sukcesu i sławy. Dlaczego więc Philip popełnia samobójstwo? Weber próbuje rozwiązać tę zagadkę. Wgłębiając się w sprawę, odkrywa coraz bardziej zdumiewające fakty z życia przyjaciela i natyka się na przerażające zjawiska.
Dobro i zło okazują się nierozerwalnie ze sobą związane."

Intrygująco napisana. Wciągająca. Tradycyjnie zaskakujące zakończenie. Ciekawe rozwiązanie przy każdym rozdziale - sam nieboszczyk Phil opowiada nam swoją historię w swój własny pokrętny sposób, często naciągając fakty. Nigdy nie byłam miłośnikiem gatunku, ale twórczość Carrolla można tylko pokochać. Mnóstwo złotych myśli. Rozmowy bohaterów o śmierci, miłości, dobru i złu, najbardziej utkwiło mi w pamięci: „Ważne i ciekawe nie jest to, czym zło jest, Phil, lecz to, co z nim robimy. Bosh wziął je i namalował te niesamowite obrazy. Stalin wziął je i zlikwidował jedną trzecią mieszkańców swojego kraju.”

sobota, 10 stycznia 2015

Saga księżycowa

Marissa Meyer - Saga księżycowa

"Wraz z Cinder główną bohaterką znajdujemy się w zdziesiątkowanym przez śmiertelną plagę mieście. Dziewczyna jest cyborgiem o tajemniczej przeszłości, jednocześnie obywatelem drugiej kategorii. Sprawę komplikuje piętno nałożone na nią przez macochę, jakoby była winna śmierci swojej przyrodniej siostry. W jej życiu niespodziewanie pojawia się książę, który nalega by wybrała się z nim na bal. To jednak jest niemożliwe, gdy okazuje się też, że ona sama jest zaginioną księżniczką śmiertelnych wrogów mieszkańców Ziemi.
Cinder to współczesna opowieść o Kopciuszku, łącząca klasyczną baśń z futurystyczną powieścią. Inteligentna, wywrotowa historia mająca swój początek dawno, dawno temu… Niebywała podróż do odległej krainy."


Ta książka to było dla mnie coś zupełnie nowego, bo nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek czytała jakąś przeróbkę bajki. Pomyślałam, że to pewnie będzie coś świetnego i oryginalnego. I nie myliłam się.
Nigdy wcześniej nie przyszłoby mi do głowy, że kolejna historia inspirowana "Kopciuszkiem" może być świeża i oryginalna. A jednak tak właśnie się stało. Autorka doskonale wykreowała książkową rzeczywistość osadzając miejsce akcji w przyszłości pełnej androidów, maszyn i cyborgów, dopracowując ją w każdym szczególe. Wykazała się przy tym nieprzeciętną wyobraźnią. 
Meyer pisze lekko, aczkolwiek ciekawie. Nie posługuje się wulgaryzmami czy kolokwializmami; akcja jej dzieła może pochwalić się dynamiką. Dzięki tym wszystkim walorom od "Cinder" nie sposób sie oderwać, a tempo czytania jest błyskawiczne.
Swoją rolę w wystawieniu końcowej przeze mnie oceny odegrało również stworzenie nieszablonowej, niczym nie przypominającej bajkowego Kopciuszka głównej bohaterki. Cechuje się ona pewnością siebie, rozsądkiem, umiejętnością ripostowania, władaniem sarkazmu. I co najważniejsze - nie irytowała mnie swoim zachowaniem. A to rzadko się zdarza jeśli chodzi o nastoletnie bohaterki książek. 
Polubić da się także Kaia. Perspektywa władzy nie przewróciła mu w głowie; nie uważał się za najlepszego, najmądrzejszego, najprzystojniejszego, ale nie był też sztucznie cichy czy nieśmiały. Był - tutaj wielkie słowo - normalny. Od innych baśniowych królewiczów różnił się jednak wrodzoną inteligencją. A ja to sobie cenię.

"Drogi Cinder i Scarlet krzyżują się w chwili, w której Ziemia zostaje zaatakowana przez Lunę… Cinder, dziewczyna cyborg zarabiająca na życie jako mechanik, próbuje wydostać się z więzienia, choć wie, że jeśli jej się uda, stanie się najbardziej poszukiwanym zbiegiem we Wspólnocie Wschodniej. Po drugiej stronie kuli ziemskiej ginie babcia Scarlet Benoit. Okazuje się, że Scarlet nie miała świadomości wielu związanych z nią spraw ani śmiertelnego zagrożenia, w którym żyła. Kiedy spotyka Wilka, mającego prawdopodobnie wiadomości o miejscu pobytu babci, czuje powstającą między nimi więź, choć nie potrafi przełamać nieufności. Wspólnie rozwiązują zagadkę, ale wówczas los zderza ich z Cinder przynoszącą nowe pytania bez odpowiedzi."
Ta powieść nie jest arcydziełem, dowodem geniuszu twórczego Marrisy Meyer. To kolejna pozycja z półki fantasy. Jednak jej konstrukcja i fabuła sprawia, że wyróżnia się na tle innych książek z gatunku i sprawia, iż godziny z nią spędzone wcale nie wydają się być zmarnowane. Wręcz przeciwnie. Każda strona pochłania czytelnika, sprawia, że nie można się od niej oderwać. Choć z pozoru historia nie wydaje się być porywająca, to po pewnym czasie, czytelnik jest w stanie dojść do wniosku, że zawiera w sobie interesujące szczegóły, akcję i oczywiście nadzwyczaj oryginalną interpretację bajki dla dzieci. W Scarlet jest to bajka o Czerwonym Kapturku. Doszukiwałam się podobieństwa, ale oprócz postaci Wilka i babci, nie potrafiłam niczego odnaleźć. Albo nie, inaczej. Znalazłam, ale nic nie znaczące fragmenty, które tak naprawdę, były tylko wtrąceniem. Bo ani Scarlet nie została zjedzona przez Wilka, ani jej babcia. Trochę żałowałam, iż autorka tak lekko zinterpretowała tę bajkę. Bo o ile Cinder rzeczywiście mogła przypominać Kopciuszka, chociażby z imienia, to już w drugim tomie historia znalazła nowe zakończenie. 
W Scarlet odnajdujemy już typowe dla Meyer dialogi - lekkie, niepozbawione humoru, ale jednocześnie plastyczne i barwne. Nie odczułam przy nich żadnej nierealności. Wręcz przeciwnie, czytelnik może wczuć się w którąkolwiek postać, utożsamić się z nią i przeżywać każdą scenę inaczej. Czas spędzony przy tej lekturze nie uważam za stracony i przyznam, iż nie mogę się doczekać, aż w Polsce swoją premierę będzie miała Cress. Od pierwszego tomu chciałam poznać bliżej historię dziewczyny, która jest więźniem królowej Luny.

piątek, 9 stycznia 2015

Prawdziwy cud

Nicholas Sparks - Prawdziwy cud

"Jeremy Marsh jest wschodzącą gwiazdą mediów, dziennikarzem śledczym, ktorego specjalnością jest pisanie demaskatorskich artykułów o 'rzeczach niezwykłych' - nietypowych koncepcjach naukowych, rzekomych zjawiskach nadprzyrodzonych, jasnowidzach i uzdrowicielach. Realista, sceptyczny od urodzenia, lubi swoją pracę i dlatego bez wahania przyjmuje zaproszenie przyjazdu do miasteczka Boone Creek w Północnej Karolinie. Miejscowy cmentarz jest ponoć nawiedzany przez duchy dawnych niewolników. Ilekroć nadciągnie mgła, tajemnicze błękitne światełka zdają się tańczyć na kamieniach nagrobnych. Po przyjeździe, wbrew sobie, Jeremy zaczyna interesować się prześliczną młodą bibliotekarką Lexie Darnell. Specyficzna atmosfera małej miejscowości, w której wszyscy się znają i wiedzą o sobie wszystko, absorbująca tajemnica oraz atrakcyjna kobieta sprawią, że Marsh przeżyje pierwszy w swoim życiu prawdziwy cud..."
Język powieści z pewnością można nazwać lekkim, całość czyta się bardzo szybko i przede wszystkim przyjemnie. Styl autora jest ciekawy i wciągający, sama pochłonęłam powieść w jeden wieczór. Wielkim plusem są również często zabawne dialogi. 
Jest to z pewnością obowiązkowa pozycja dla fanów twórczości Nicholasa Sparksa. Nie będę jednak ukrywać, że jest ona słabsza od pozostałych, jak choćby "Szczęściarza", czy "Ostatniej piosenki". Szybko się ją czyta, jednak wydarzenia i wszystko co jest w niej zawarte wydają się nudne i bezbarwne. Sparks jak zwykle kieruje się dawno już przez siebie zatartym, prostym schematem pisania. Książka jest przejrzysta, prosta, opisuje historię, która mogłaby się przydarzyć każdemu z nas, ale jednocześnie zawiera w sobie coś, co sprawia że jednak tak nie jest. Jednak nie ma w sobie tego czegoś, za co pokochały autora miliony czytelników na całym świecie. Mimo obiecującego tytułu i historii, całość nie zawiera w sobie zbyt wiele magii, pomijając zakończenie, które może raz na zawsze utwierdzić w przekonaniu, że... cuda się zdarzają.

Książkę przeczytałam niemal jednym tchem... 
Zaczyna się jak typowa amerykańska komedia romantyczna: Jeremy i Lexie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, ona natychmiast zachodzi w ciążę, lecz to wcale nie problem, wręcz przeciwnie, bo dziecko tylko umocni ich związek.
Na następnym etapie mamy coś w stylu kryminału romantycznego, jednakże nie zdradzę szczegółów. Ja właśnie tak do tego podeszłam. Nie mogłam skończyć, bo ciągle chciałam wiedzieć, co będzie dalej.
Zakończenie... powaliło! Gdyby nie fakt, że podejrzałam koniec książki byłoby dla mnie zupełnie niespodziewane. Inne zakończenie miałabym na myśli. Ma się żal do autora za to, jak potraktował głównych bohaterów. Cały ostatni rozdział przeczytałam przez łzy.
Polecam mimo wszystko tę książkę, bo nie zawsze w naszym życiu jest pięknie i kolorowo.

czwartek, 8 stycznia 2015

Love story [Christopher Moore]

Love story [Christopher Moore]

Pewnego wieczoru Jody obudziła się cała obolała pod śmietnikiem i poczuła, że bardzo chciałaby napić się ludzkiej krwi. W tym samym czasie w mieście pojawił się niejaki Thomas C. Flood, który bardzo chciałby zostać pisarzem. Spotykają się i prawie natychmiast uznają, że powinni razem zamieszkać. Między popełnianiem kolejnych zbrodni uczą się razem o tym, co znaczy bycie wampirem i jak można obrócić to w coś, co wcale nie jest tak straszne, jak mogłoby się wydawać.

Bardzo mi się spodobała. Mogłabym nawet powiedzieć, że uwielbiam tę książkę. Fabuła jest spójna i ciekawa. Nic nie działo się ani za szybko, ani za wolno, akurat w sam raz. Trochę niewygodne może się z początku wydawać to, że zostajemy od razu rzuceni na głęboką wodę i poznajemy Jody, jako dopiero przemienionego wampira, nie wiedząc zupełnie nic o jej wcześniejszym życiu i o tym, kim jest. Chwilę później na szczęście dowiadujemy się o niej całkiem sporo, chociaż nie można powiedzieć, żeby wiele wspominała.
Styl Christophera Moore’a wydaje mi się naprawdę bardzo dobry. Książkę czytałam przez trzy niczym nie przerwane godziny i ani razu nie miałam ochoty odłożyć jej na półkę. Naprawdę wciągnęła mnie ta historia. Najbardziej podobało mi się to, że autor pokazał wampiry jako coś strasznego, czego powinniśmy się bać, a jednocześnie pozwolił nam się śmiać z tych wszystkich sytuacji, które w normalnych okolicznościach wydawałyby się naprawdę nie do śmiechu.
W całej książce najdziwniejsze wydało mi się zakończenie, chociaż przez prawie cały czas, gdy ją czytałam, moje brwi unosiły się do góry w szczerym zaskoczeniu. Między innymi powodowały to sytuacje takie, jak rozmawianie Tommy’ego z trupem z zamrażarki i specjalne unoszenie mu pokrywy, żeby tamten mógł dobrze słyszeć. I przy okazji – Tommy wygląda mi na typowego psychola. Kto normalny tłumaczy się policji, kiedy ta oskarża go o morderstwo, słowami „Przecież schowałem tylko moją dziewczynę do lodówki, co w tym złego?”. Widać było, jak pod wpływem przebywania z Jody przywyknął do śmierci i ogólnie wszystkich tych dziwnych rzeczy, jakie go otaczały.


Akcja dzieje się w San Francisco, a rozpoczyna od przemiany Tommy'ego przez wampirzycę Jody, której jest pomagierem i jednocześnie partnerem. O ile Jody wszystkiego co potrzebne już się nauczyła (zamiana w mgłę, picie krwi odpowiednich ludzi), to nauczenie tego swojego niezdarnego chłopaka już takie proste nie jest.


Oprócz głównych postaci nie mogło także zabraknąć Abby Normal, bez której ta książka nie byłaby już tak dobra. Jest to, powiedzmy nie całkiem normalna, odbiegająca od norm społecznych pomagierka wampira Tommy'ego, który dla dziewczyny jest znany jako Flood oraz Jody, czyli Księżnej.

Abby, czyli nastoletnia wielbicielka gotyku, a także wszelkich mrocznych rzeczy, które można znaleźć na naszej planecie, jest w stanie wiele zrobić by bliżej poznać stwory nocy.

W książce pojawiła się także Blue - niebieska prostytutka oraz Zwierzaki, dla których pracowała, a dzięki którym całkiem porządnie się wzbogaciła.
Jednak mnie najbardziej rozwalił kot, który został ogolony taśmą klejącą.
Książkę szczerze polecam, naprawdę potrafi rozbawić. Idealnie nadaje się na nudne lekcje, ale trzeba będzie się porządnie pilnować, by nie zacząć się śmiać nauczycielowi prosto w twarz.




To już nie to co poprzednie części. Pierwsza połowa książki jest dość męcząca. Głównie z winy Abby i jej kronik, które w "Ssij mała ssij" były miłym urozmaiceniem, a teraz zwyczajnie nudzą. Na plus zakończenie u Moore'a jak zwykle dość zaskakujące.


środa, 7 stycznia 2015

Trylogia czasu

Kerstin Gier - Trylogia czasu

Pewnego październikowego dnia na świat przychodzą dwie dziewczynki. Charlotta i Gwendolyn to dorastające razem kuzynki. Charlotta od zawsze przygotowywana jest do tego, z czym będzie musiała się zmierzyć w przyszłości. Uczy się języków obcych, historii, tańca, fechtunku. Między szesnastym, a siedemnastym rokiem życia odbędzie swoją pierwszą podróż w czasie. Gwen wychowywana jest jak tradycyjnym sposobem, jej matce zależy na tym, aby miała spokojne dzieciństwo i młodość. Jednak wbrew wszystkim przypuszczeniom to właśnie niespodziewająca się niczego Gwendolyn wyrusza w swoją pierwszą podróż w przeszłość. To ona – wbrew obliczeniom i wiedzy, jaką posiadali członkowie jej rodziny – obdarzona została genem podróży w czasie. Dzięki temu poznaje przystojnego Gideona, a także zdobywa dostęp do wielu mrocznych tajemnic, które do tej pory skrywali strażnicy.
Czytanie „Czerwieni rubinu” było prawdziwą przyjemnością. Dawno nie zdarzyło mi się tak dobrze bawić przy lekturze. Fabuła była ciekawa, a bohaterowie wyraziście odmalowani. 
Podoba mi się, że powieść obfituje w różne niewyjaśnione fakty. Pierwszy tom trylogii dostarcza wielu nierozwiązanych zagadnień; zarówno mroczna przeszłość, jak i teraźniejszość pełne są wydarzeń, o których dowiadujemy się stopniowo, a każda nowa tajemnica wzmaga naszą ciekawość, aby dowiedzieć się, co będzie potem. Wiele z nich nie zostaje wyjaśnionych do samego końca, co zapewnia nam niezapomniane wrażenia także w kolejnych tomach, które z pewnością będą kontynuowały rozpoczętą historię. Wielość rozpoczętych wątków sprawia, że niełatwo domyślić się ciągu dalszego. Nieźle są także odmalowane realia historyczne. Z niecierpliwością czeka się na kolejne podróże do przeszłości, aby wraz z bohaterką postawić stopę na londyńskiej ulicy sprzed kilkuset lat.
Od książki nie sposób się oderwać, należy ona do tego typu powieści, przy których czytaniu obiecujemy sobie „jeszcze tylko jeden rozdział” i ani się obejrzymy, a nie zostanie nam ani jedna kartka. Wtedy warto mieś pod ręką drugi tom trylogii – „Błękit szafiru”. :) 


Nie bardzo wiem co mam napisać, żeby dokładnie oddać to co myślę na temat tej książki. Bo w sumie można byłoby podsumować ją jednym zdaniem. Książka jest naprawdę dobra, powiem więcej jest nawet lepsza niż Czerwień rubinu. Znajdziemy tutaj większą dawkę humoru i sarkazmu a to za sprawą gargulca, który towarzyszy Gwen. To sprawia, że książka ma jeszcze więcej uroku i bardziej wciąga. Ta dodatkowa postać, spełnia też inne dodatkowe zadania i pomaga naszej bohaterce. Oczywiście Gwen ze swoją przyjaciółką próbują na własną rękę rozwiązać całą tą tajemnice. Krok po kroku prowadzą własne śledztwo. A czytelnik po prostu nie może oderwać się od lektury. Pojawi się tutaj inna nowa postać. Jaka? Tego nie zdradzę. Strony uciekają zdecydowanie za szybko, a wątek miłosny między Gwen i Gideonem nabiera rumieńców, mimo tego, że przypomina jedną wielką huśtawkę. Jednak czy hrabia nie zepsuje tego co się między nimi rodzi? Czy Gwen zaufa Gideonowi? Przeszłość miesza się z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Trzeba uważać, żeby się nie pogubić. Nie mamy tutaj do czynienia z płytką historyjką opartą na przesłodzonym romansie. Znajdziemy tutaj doskonale wyważone proporcje, romansu i przygód. Są uczucia, gorące pocałunki, łzy, zawód, rozterki ale i niebezpieczeństwo podczas przygód. Do tego tajemnica. A któż z nas nie lubi sekretów i tajemnic? Chyba, każdy chciałby być choć przez chwilkę Gwen i przeżyć coś takiego. Pobawić się w „detektywa”. Przemieszczać się w czasie, poznawać przodków i osoby, które żyły kiedyś. Móc ubierać się w te piękne historyczne stroje. Oderwać się od codziennej rutyny i coś ciekawego przeżyć. Dlatego ta książka jest dobrą alternatywą, dla osób znudzonych codziennością.


No i nadeszła ta chwila. Koniec Trylogii Czasu, koniec przygód, koniec podróży z Gwendolyn i Gideonem, koniec na amen. Nie będzie kolejnych części, kolejnych wrażeń, ale kiedyś musiał nadejść ten tragiczny moment. Jednak wrażenia i emocje towarzyszące lekturze "Zieleni szmaragdu" są zadośćuczynieniem końca trylogii. Pierwsza reakcja po przeczytaniu książki? Na początku szczerzyłam się jak głupi do sera, aby za chwilę uderzyć w niekontrolowany lament. Bo brutalna prawda jest taka, że nie będzie więcej przygód, nie zobaczę się więcej z Leslie, nie pośmieję się z żartów Xemeriusa, nie popłaczę razem z Gwen. Ale niezaprzeczalnie i absolutnie warto było! Dla niesamowitego Gideona, dla zakręconej Gwen, przezabawnego Xemeriusa, błyskotliwej Leslie. Dla jedynego w swoim rodzaju humoru, wydarzeń, które zaskoczyły mnie tak bardzo.
Postaci to najlepszy aspekt tej książki. Przezabawne, bystre, tajemnicze i złowieszcze. Gdyby nie Xemerius książka nie byłaby tak zabawna, gdyby nie Gwen nie byłaby tak zakręcona, a gdyby nie hrabia nie byłaby tak tajemnicza. Dzięki nim jest jedyna w swoim rodzaju!
Kolejny ważny aspekt to sposób pisania pani Gier. Ta kobieta ma niepodrabialny, unikatowy dar opowiadania. Lekkość z jaką pisze, łatwość z jaką przyswajamy informacje i wydarzenia-zdumiewa! Wydawało mi się, że wątek romantyczny będzie banalny i taki jak wszystkie inne. Tymczasem był świetny i nietuzinkowy. Nie ma się do czego przyczepić :)
Jedyne co można "Zieleni szmaragdu" zarzucić to końcówka. Liczyłam na coś co zwali mnie z nóg, sprawi, że moje serce przestanie bić, ale może za wiele oczekiwałam i dlatego się zawiodłam...

No i podsumowując. Trylogia czasu zachwyca! A najlepsze jest to, że sami nie wiemy dlaczego. Czy wnosi coś do naszego życia? Nie. Czy przekazuje jakieś specjalne wartości? Nie. No więc dlaczego? Nie wiadomo. Może dlatego, iż jest to kilkanaście godzin, emocji, których nie da się opisać, których trzeba doświadczyć na własnej skórze? A może dlatego, że poznajemy unikatowe postaci, które już od pierwszych dialogów zdobywają nasze serca? Domysły można snuć dobre kilka godzin, a odpowiedzi wciąż szukać. Dlatego polecam, gorąco, gorąco, gorąco. Jak już raz wejdziecie do świata podróży w czasie, chronografów i niezwykłych bohaterów nigdy z niego nie wyjdziecie :)

wtorek, 6 stycznia 2015

Alicja

Jacek Piekara - Alicja

 „Kiedyś, dawno temu Aleks zrezygnował z dobrej pracy i miłości, podążając za marzeniem swojego życia. Dziś nieustannie poprawia scenariusz, którego nikt nie chce kupić i ogląda piękne dziewczyny na przejściach dla pieszych. Nawet nie przypuszcza, że piłka, która pewnego dnia rozbije szybę w jego oknie, zmieni całe jego życie. A dokładniej zmieni je Alicja, która przyjdzie przeprosić za szkodę...
Powieść składa się z dwóch części: „Alaicji i Miasta Grzechu” oraz z „Alicji i Ciemnego Lasu”, która opowiada o dalszych losach Aleksa, wędrówce po Ciemnym Lesie, w którym żyją zadziwiające istoty. W czasie swej podróży, pozna wiele nowych osób, którym będzie zależało na jego klęsce, będzie musiał umiejętnie omijać pułapki i rozwiązywać zagadki, które mogą pomóc mu w spełnieniu swego zadania - uratowania Alicji.
Od poznania Alicji życie Aleksa radykalnie się zmienia. Znany aktor kupuje scenariusz, wymarzona dziewczyna daje się zaciągnąć do łóżka, a nieuprzejmy sąsiad ginie w wypadku samochodowym.
Jednak z czasem Aleks zaczyna sobie zadawać pytanie: co będzie, jeśli pewnego dnia na pytanie Alicji udzieli złej odpowiedzi?”

Język autora jest przystępny i lekki, dzięki czemu powieść czyta się szybko. Spora obecność wulgaryzmów w wypowiedziach poszczególnych postaci oraz ich zachowanie może w niektórych wzbudzać niesmak, jednak dzięki temu, opisana historia jest bardziej rzeczywista. Wulgaryzmy są w końcu częścią naszego języka. Jacek Piekara ukazuje czytelnikowi prawdziwy obraz polskiego społeczeństwa z uwzględnieniem tej jasnej, jak i ciemnej części. Właśnie to mnie najbardziej w książce urzekło, ponieważ lubię szczerych autorów, którzy nie próbują przedstawiać rzeczywistości w sposób wyidealizowany, niemal nieposiadający wad.
Każdy z bohaterów został bardzo dobrze wykreowany. Aleks jest przeciętnym mężczyzną, w życiu którego nie brakuje miejsca na bijatyki, seks, różnego rodzaju używki itp., jednak właśnie za tę prostotę, realność i szczerość, może wzbudzać uczucie sympatii, a nawet współczucie w czytelniku (jak to było w moim przypadku). Fenomenalną postacią jest natomiast tytułowa Alicja. Dziewczynka, która zachowuje się nad wyraz poważnie, przez co z początku wydawała mi się zbyt sztuczna. Dopiero później zdałam sobie sprawę, że nie jest to zwykły bohater. Jej tajemnicza postać przez cały czas wzbudza w czytelniku ciekawość i dopiero z czasem, odbiorca ma okazję lepiej poznać ją i skrywane przez nią sekrety.

W trakcie lektury najbardziej przeszkadzały mi wtrącenia bohatera, mówiące o tym, co wydarzy się w przyszłości. Wzbudzało to moją ciekawość oraz zniecierpliwienie, a nawet podejrzliwość. Przez całą lekturę starałam się odgadnąć, co może stać się później. Nie osiągnęłam jednak zamierzonego efektu, ponieważ Jacek Piekara cały czas zaskakiwał mnie nowymi zdarzeniami i postaciami, które utrudniały mi poznanie prawdy o Alicji i zakończeniu tej historii.

„Alicja” jest idealnym rozwiązaniem dla osób, które mają ochotę przeczytać nieszablonową pozycję, która będzie w stanie ich zainteresować na długie godziny oraz pozytywnie zaskoczyć. Jeżeli miałabym być szczera, to „Alicja i Miasto Grzechu” nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak - niestety - krótsza część książki. Momentami stawała się nużąca, jednak to się całkowicie zmieniło, gdy bohater wylądował w Ciemnym Lesie - powieść stała się w tym momencie niesamowita, magiczna.


„Kiedyś, dawno temu Aleks poznał Alicję, a ta odmieniła jego życie. Teraz przyjdzie mu spłacić zaciągnięty dług. Być może nawet własnym życiem. Aleks wyrusza więc do swojej Krainy Czarów – Ciemnego Lasu. Żeby jeszcze tylko wiedział, czym on właściwie jest…”

Po zachwytach nad częścią pierwszą przyszedł czas na rozczarowanie.Od wydarzeń z poprzedniego tomu mijają trzy lata. W tym czasie Aleks stał się sławny, bogaty i rozpustny. Chociaż uważa Alicję za swoją jedyną miłość, nie przeszkadza mu to w zaliczaniu kolejnych panienek.Pewnego dnia Alicja znika. Zrozpaczony Aleks wyrusza na poszukiwania, lecz napotyka na przeszkodę, w postaci kilku mężczyzn. Torturowany na różne sposoby Aleks może uniknąć bólu, jeśli tylko wyrazi chęć powrotu do domu i zaniecha poszukiwań dziewczyny. Jednak Aleks się nie poddaje. Brama do Ciemnego Lasu zostaje otwarta. W towarzystwie gadającego kruka Aleks przechodzi przez drzwi do zaczarowanej krainy. Co go tam czeka? I czy odnajdzie Alicję?
Wyobraź sobie las, ciemny, pełny mrocznych istot. Wyobraź sobie również, że to ty odnalazłeś do niego drogę. Z niepokojem, ale i ciekawością wkraczasz do jego wnętrza poprzez bramę swojej jaźni. Na swej drodze spotkasz łamaczy kości, smakosza gałek ocznych, wróżkę zębuszkę, dziadka do orzechów, lubiącego w specyficzny sposób małe dzieci, i jeszcze wiele innych istot, kryjących w sobie pokłady sarkazmu, okrucieństwa, wyuzdania czy po prostu magii. Do lasu wkraczasz na własną odpowiedzialność. Przed tobą droga, podczas której nieraz będziesz musiał głęboko zastanowić się, co tak naprawdę jest dla ciebie ważne i kim chcesz być na końcu tej drogi. Z takim właśnie zadaniem spotyka się Aleks...


Powiem tak: spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Klimat "Alicji" bardzo mi się podobał i miałam nadzieję na więcej. Niestety, ta część wedle moich odczuć takiego klimatu nie posiada, chociaż powinna. Więcej tu elementów fantastycznych, trochę strachów, które mnie akurat nie wystraszyły. Dialogi wydały mi się lekko naciągane, akcja przegadana. Pomimo małej objętości, umęczyłam się z czytaniem. Nie wiem, ale jakoś zupełnie do mnie nie przemawiał gadający kruk, chociaż zdawałam sobie sprawę, że nie jest tym, czym się wydaje.