piątek, 13 marca 2015

Pora na życie

Cecelia Ahern - Pora na życie


Poruszająca, ciepła i zabawna powieść o tym, co się dzieje, gdy przestajesz zwracać uwagę na własne życie. Lucy Silchester mieszka ze swoim kotem w wynajętej kawalerce, wykonuje niesatysfakcjonującą pracę, coraz bardziej oddala się od swoich bliskich i nieustannie kłamie, wstydząc się nagłych i niekorzystnych zmian w swoim życiu. Życie Lucy nie jest tym, czym się wydaje. Podobnie jak niektóre z dokonanych przez nią wyborów i opowiedzianych historii. Od chwili, kiedy poznaje mężczyznę, który przedstawia się jako jej Życie, uparcie powtarzanym półprawdom grozi kompromitacja – chyba że Lucy nauczy się mówić całą prawdę o tym, co dla niej naprawdę istotne.

Bohaterka książki, Lucy Silchester jest nieodpowiedzialną kłamczuchą. Kłamie nagminnie i z wielką fantazją, bo, jak twierdzi, zmusiły ją do tego okoliczności. A kolejne kłamstwa doprowadzają do tego, że jej życie staje się nieznośne. Zaniepokojona rodzina podpisuje zgodę na spotkanie Lucy z Życiem... Gdy dochodzi do spotkania, Życie okazuje się nieciekawym, niechlujnym facetem w pogniecionej marynarce i niestety uczucie, jakie wzbudza to jedynie ogólny niesmak. Pierwsze spotkanie kończy się fiaskiem, ale w sercu Lucy zostaje zasiane ziarno, które kiełkuje, a potem (przy ciągłej interwencji Życia) rośnie i pozwala na dokonanie koniecznych zmian w swoim osobistym życiu. A przy okazji także w życiu Życia.

Jestem pod ogromnym wrażeniem, nie spodziewałam się, że książka aż tak mną zawładnie; tematyka była dość inna, więc miałam pewne obawy, czy to na pewno będzie to... a tutaj taka niespodzianka. Spędziłam niesamowite chwile, analizując i przegryzając wszystkie decyzje Lucy, tego, jak Życie decydowało o kolejnym posunięciu, o tym, jak niekiedy bezmyślnie powiedziane słowa niosły za sobą konsekwencje. Jak bardzo zżyłam się z jej własnym życiem i jak odnalazłam sens czegoś bardzo ważnego. Bardzo przeżywałam samo zakończenie, kiedy trzeba było zmierzyć się z nieuniknionym. Nie myślałam, że aż tak zidentyfikuję się z główną bohaterką; w końcu jej historia była inna od mojej, a jednak miałyśmy coś wspólnego i chyba właśnie to sprawiało, że była mi ona bliska, ale i chwilami drażniąca. W końcu tak łatwo wytknąć komuś jego błędy, nie widząc swoich.

2 komentarze:

  1. Powiem Ci, że czytając Twoją recenzję mam mieszane uczucia co do tej książki, z jednej strony to w jaki sposób ją zachwalasz intryguje, ale z drugiej strony nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Lucy jest bohaterką, którą ciężko polubić...

    Pozdrawiam
    www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Książka jest bardzo fajna i mi się spodobała, ale bohaterka rzeczywiście jest trochę specyficzna i nie każdy może ją polubić.

      Usuń