Cecelia Ahern - Pora na życie
„Poruszająca,
ciepła i zabawna powieść o tym, co się dzieje, gdy przestajesz
zwracać uwagę na własne życie. Lucy Silchester mieszka ze swoim
kotem w wynajętej kawalerce, wykonuje niesatysfakcjonującą pracę,
coraz bardziej oddala się od swoich bliskich i nieustannie kłamie,
wstydząc się nagłych i niekorzystnych zmian w swoim życiu. Życie
Lucy nie jest tym, czym się wydaje. Podobnie jak niektóre z
dokonanych przez nią wyborów i opowiedzianych historii. Od chwili,
kiedy poznaje mężczyznę, który przedstawia się jako jej Życie,
uparcie powtarzanym półprawdom grozi kompromitacja – chyba że
Lucy nauczy się mówić całą prawdę o tym, co dla niej naprawdę
istotne.”
Bohaterka książki,
Lucy Silchester jest nieodpowiedzialną kłamczuchą. Kłamie
nagminnie i z wielką fantazją, bo, jak twierdzi, zmusiły ją do
tego okoliczności. A kolejne kłamstwa doprowadzają do tego, że
jej życie staje się nieznośne. Zaniepokojona rodzina podpisuje
zgodę na spotkanie Lucy z Życiem... Gdy dochodzi do spotkania,
Życie okazuje się nieciekawym, niechlujnym facetem w pogniecionej
marynarce i niestety uczucie, jakie wzbudza to jedynie ogólny
niesmak. Pierwsze spotkanie kończy się fiaskiem, ale w sercu Lucy
zostaje zasiane ziarno, które kiełkuje, a potem (przy ciągłej
interwencji Życia) rośnie i pozwala na dokonanie koniecznych zmian
w swoim osobistym życiu. A przy okazji także w życiu Życia.
Jestem pod ogromnym
wrażeniem, nie spodziewałam się, że książka aż tak mną
zawładnie; tematyka była dość inna, więc miałam pewne obawy,
czy to na pewno będzie to... a tutaj taka niespodzianka. Spędziłam
niesamowite chwile, analizując i przegryzając wszystkie decyzje
Lucy, tego, jak Życie decydowało o kolejnym posunięciu, o tym, jak
niekiedy bezmyślnie powiedziane słowa niosły za sobą
konsekwencje. Jak bardzo zżyłam się z jej własnym życiem i jak
odnalazłam sens czegoś bardzo ważnego. Bardzo przeżywałam samo
zakończenie, kiedy trzeba było zmierzyć się z nieuniknionym. Nie
myślałam, że aż tak zidentyfikuję się z główną bohaterką; w
końcu jej historia była inna od mojej, a jednak miałyśmy coś
wspólnego i chyba właśnie to sprawiało, że była mi ona bliska,
ale i chwilami drażniąca. W końcu tak łatwo wytknąć komuś jego
błędy, nie widząc swoich.
Powiem Ci, że czytając Twoją recenzję mam mieszane uczucia co do tej książki, z jednej strony to w jaki sposób ją zachwalasz intryguje, ale z drugiej strony nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Lucy jest bohaterką, którą ciężko polubić...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com
Masz rację. Książka jest bardzo fajna i mi się spodobała, ale bohaterka rzeczywiście jest trochę specyficzna i nie każdy może ją polubić.
Usuń