Marissa Meyer - Saga księżycowa
"Wraz z Cinder główną bohaterką znajdujemy się w zdziesiątkowanym przez śmiertelną plagę mieście. Dziewczyna jest cyborgiem o tajemniczej przeszłości, jednocześnie obywatelem drugiej kategorii. Sprawę komplikuje piętno nałożone na nią przez macochę, jakoby była winna śmierci swojej przyrodniej siostry. W jej życiu niespodziewanie pojawia się książę, który nalega by wybrała się z nim na bal. To jednak jest niemożliwe, gdy okazuje się też, że ona sama jest zaginioną księżniczką śmiertelnych wrogów mieszkańców Ziemi.Cinder to współczesna opowieść o Kopciuszku, łącząca klasyczną baśń z futurystyczną powieścią. Inteligentna, wywrotowa historia mająca swój początek dawno, dawno temu… Niebywała podróż do odległej krainy."
Ta książka to było dla mnie coś zupełnie nowego, bo nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek czytała jakąś przeróbkę bajki. Pomyślałam, że to pewnie będzie coś świetnego i oryginalnego. I nie myliłam się.
Nigdy wcześniej nie przyszłoby mi do głowy, że kolejna historia inspirowana "Kopciuszkiem" może być świeża i oryginalna. A jednak tak właśnie się stało. Autorka doskonale wykreowała książkową rzeczywistość osadzając miejsce akcji w przyszłości pełnej androidów, maszyn i cyborgów, dopracowując ją w każdym szczególe. Wykazała się przy tym nieprzeciętną wyobraźnią.
Meyer pisze lekko, aczkolwiek ciekawie. Nie posługuje się wulgaryzmami czy kolokwializmami; akcja jej dzieła może pochwalić się dynamiką. Dzięki tym wszystkim walorom od "Cinder" nie sposób sie oderwać, a tempo czytania jest błyskawiczne.
Swoją rolę w wystawieniu końcowej przeze mnie oceny odegrało również stworzenie nieszablonowej, niczym nie przypominającej bajkowego Kopciuszka głównej bohaterki. Cechuje się ona pewnością siebie, rozsądkiem, umiejętnością ripostowania, władaniem sarkazmu. I co najważniejsze - nie irytowała mnie swoim zachowaniem. A to rzadko się zdarza jeśli chodzi o nastoletnie bohaterki książek.
Polubić da się także Kaia. Perspektywa władzy nie przewróciła mu w głowie; nie uważał się za najlepszego, najmądrzejszego, najprzystojniejszego, ale nie był też sztucznie cichy czy nieśmiały. Był - tutaj wielkie słowo - normalny. Od innych baśniowych królewiczów różnił się jednak wrodzoną inteligencją. A ja to sobie cenię.
Meyer pisze lekko, aczkolwiek ciekawie. Nie posługuje się wulgaryzmami czy kolokwializmami; akcja jej dzieła może pochwalić się dynamiką. Dzięki tym wszystkim walorom od "Cinder" nie sposób sie oderwać, a tempo czytania jest błyskawiczne.
Swoją rolę w wystawieniu końcowej przeze mnie oceny odegrało również stworzenie nieszablonowej, niczym nie przypominającej bajkowego Kopciuszka głównej bohaterki. Cechuje się ona pewnością siebie, rozsądkiem, umiejętnością ripostowania, władaniem sarkazmu. I co najważniejsze - nie irytowała mnie swoim zachowaniem. A to rzadko się zdarza jeśli chodzi o nastoletnie bohaterki książek.
Polubić da się także Kaia. Perspektywa władzy nie przewróciła mu w głowie; nie uważał się za najlepszego, najmądrzejszego, najprzystojniejszego, ale nie był też sztucznie cichy czy nieśmiały. Był - tutaj wielkie słowo - normalny. Od innych baśniowych królewiczów różnił się jednak wrodzoną inteligencją. A ja to sobie cenię.
"Drogi Cinder i Scarlet krzyżują się w chwili, w której Ziemia zostaje zaatakowana przez Lunę… Cinder, dziewczyna cyborg zarabiająca na życie jako mechanik, próbuje wydostać się z więzienia, choć wie, że jeśli jej się uda, stanie się najbardziej poszukiwanym zbiegiem we Wspólnocie Wschodniej. Po drugiej stronie kuli ziemskiej ginie babcia Scarlet Benoit. Okazuje się, że Scarlet nie miała świadomości wielu związanych z nią spraw ani śmiertelnego zagrożenia, w którym żyła. Kiedy spotyka Wilka, mającego prawdopodobnie wiadomości o miejscu pobytu babci, czuje powstającą między nimi więź, choć nie potrafi przełamać nieufności. Wspólnie rozwiązują zagadkę, ale wówczas los zderza ich z Cinder przynoszącą nowe pytania bez odpowiedzi."
Ta powieść nie jest arcydziełem, dowodem geniuszu twórczego Marrisy Meyer. To kolejna pozycja z półki fantasy. Jednak jej konstrukcja i fabuła sprawia, że wyróżnia się na tle innych książek z gatunku i sprawia, iż godziny z nią spędzone wcale nie wydają się być zmarnowane. Wręcz przeciwnie. Każda strona pochłania czytelnika, sprawia, że nie można się od niej oderwać. Choć z pozoru historia nie wydaje się być porywająca, to po pewnym czasie, czytelnik jest w stanie dojść do wniosku, że zawiera w sobie interesujące szczegóły, akcję i oczywiście nadzwyczaj oryginalną interpretację bajki dla dzieci. W Scarlet jest to bajka o Czerwonym Kapturku. Doszukiwałam się podobieństwa, ale oprócz postaci Wilka i babci, nie potrafiłam niczego odnaleźć. Albo nie, inaczej. Znalazłam, ale nic nie znaczące fragmenty, które tak naprawdę, były tylko wtrąceniem. Bo ani Scarlet nie została zjedzona przez Wilka, ani jej babcia. Trochę żałowałam, iż autorka tak lekko zinterpretowała tę bajkę. Bo o ile Cinder rzeczywiście mogła przypominać Kopciuszka, chociażby z imienia, to już w drugim tomie historia znalazła nowe zakończenie.
W Scarlet odnajdujemy już typowe dla Meyer dialogi - lekkie, niepozbawione humoru, ale jednocześnie plastyczne i barwne. Nie odczułam przy nich żadnej nierealności. Wręcz przeciwnie, czytelnik może wczuć się w którąkolwiek postać, utożsamić się z nią i przeżywać każdą scenę inaczej. Czas spędzony przy tej lekturze nie uważam za stracony i przyznam, iż nie mogę się doczekać, aż w Polsce swoją premierę będzie miała Cress. Od pierwszego tomu chciałam poznać bliżej historię dziewczyny, która jest więźniem królowej Luny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz