niedziela, 28 grudnia 2014

Złodziejka książek

Markus Zusak "Złodziejka książek"

"Liesel Meminger swoją pierwszą książkę kradnie podczas pogrzebu młodszego brata. To dzięki „Podręcznikowi grabarza” uczy się czytać i odkrywa moc słów. Później przyjdzie czas na kolejne książki: płonące na stosach nazistów, ukryte w biblioteczce żony burmistrza i wreszcie te własnoręcznie napisane… Ale Liesel żyje w niebezpiecznych czasach. Kiedy jej przybrana rodzina udziela schronienia Żydowi, świat dziewczynki zmienia się na zawsze…"

Całość zadziwiła mnie i pochłonęła bez reszty.
Już sam pomysł uczynienie Śmierci narratorem jest wart uwagi. Dodatkowo Śmierć jest rodzaju męskiego i nigdy sama siebie wprost nie nazywa.
Sposób, w jaki opowiada o swojej "pracy", jest na pewno unikatowy, jednocześnie przerażający i piękny.
Śmierć została tu upersonifikowana, lecz nigdzie nie znajdziemy jej opisu, jedynie sugestie (np. napomknienie, że jeśli chce się przekonać, jak wygląda, należy z uwagą wpatrywać się w lustro).

To jednak nie tylko książka o Śmierci. Przede wszystkim "Złodzieja książek" jest powieścią o wojnie, jej destrukcyjnej mocy, o totalitaryzmie, sile słowa, które w nieodpowiednich ustach może mieć rażące działanie.
To również przepiękna, wzruszająca historia wielkiej przyjaźni, miłości, wierności, zdolności do poświęceń. I hymn na cześć literatury, która może być wyzwoleniem i ocaleniem od zła.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz