piątek, 2 stycznia 2015

Magiczny krąg

Libba Bray - Cykl: magiczny krąg

Gemma Doyle w niczym nie przypomina swoich rówieśniczek - panien o nienagannych manierach. Po tragedii, która spotyka jej rodzinę w Indiach, uparta i przekorna dziewczyna trafia do londyńskiej Akademii Spence. Czuje się samotna, dręczy ją poczucie winy i nękają wizje przyszłości. Nie jest jednak zupełnie sama... Jej śladem podąża tajemniczy młodzieniec. W Spence Gemma zaprzyjaźnia się z najbardziej wpływowymi dziewczętami, odkrywa w sobie nadprzyrodzone zdolności, a także dowiaduje się o dawnych powiązaniach swojej matki z tajnym stowarzyszeniem nazywanym Zakonem.”

Pierwsze kilkanaście stron nie zapowiadało wspanialej uczty. Byłam nieufna ale zapierałam się rekami i nogami żeby czytać dalej i nie pozwolić sobie na odłożenie książki na półkę. Przed połową coś się zmieniło. Zaczęłam lubić Gemmę i jej poczucie humoru. Miałam ochotę ukatrupić Felicity, potrząsnąć Ann, żeby zabrała się do życia i kazać przestać Pipie tyle gadać. Można powiedzieć że zaprzyjaźniłam się z nimi i razem odkrywałyśmy tajemnice miedzyświata. Marzyłam wręcz, żeby moc się znaleźć w miejscu gdzie wszystko jest możliwe i gdzie spełniają się najskrytsze marzenia...
Długo czytając książkę byłam przekonana ze skończę na pierwszym tomie i nie sięgnę po kolejne. Śmieszne, bo zanim jeszcze skończyłam, wiedziałam, że nie ma mocy żebym nie chciała dowiedzieć się co będzie dalej:)
Akcja nabrała takiego tempa ze nie mogłam się oderwać, doszło nawet do tego, ze zmieniłam moje początkowe zdanie o książce o 180 stopni.


Od dramatycznych wydarzeń opisanych w Mrocznym sekrecie minęły dwa miesiące. Gemma, Felicity i Ann dzięki magicznej mocy nadal odwiedzają krainę fantazji, gdzie starają się odnaleźć zaginioną Świątynię. Chcą pomóc Gemmie w jej misji i pocieszyć Pippę, która na zawsze pozostała w innym świecie. Gemmę pociąga egzotyczny Kartik, a jednocześnie podoba jej się przystojny, choć niezbyt bystry Simon. Pewnego dnia w szpitalu, gdzie pracuje Tom, brat Gemmy, dziewczyna spotyka Nell Hawkins, która wie, jak dotrzeć do Świątyni. Gemma odkrywa, że Nell, podobnie jak trzy inne dziewczyny, których straszny los przewidziała, uczyła się w szkole, w której pracowała ich nowa nauczycielka rysunku.

Pokazuje ona, jak każda sytuacja może się zmieniać w zależności od wybranej perspektywy. Jak w prawdziwym życiu mamy tu wiele egoizmu ze strony głównych bohaterek, zrodzonych głównie przez ich obawy i wątpliwości. Nie zmienia to faktu, że każdy lubi stawiać na swoim (chociaż nie zawsze czuje się na siłach). Dziewczęta zbliżyły się do siebie ale ciągle są między nimi tarcia, kiedy specjalnie robią sobie na złość, tylko po to by poczuć się lepiej. Nic dziwnego skoro bardzo się od siebie różnią.
Wątek fantastyczny rozwija się coraz bardziej, akcja nabiera tempa. I jak można się domyślić na niektórych polach następuje postęp, w innych diametralnie zmienia się perspektywa. A sprawiedliwość i równość, walka przeciw schematom, sprowadzi na bohaterki kolejne przeszkody i nowych wrogów.
W ostatecznym rozrachunku godna polecenia. Nie miałam z nią takiego problemu, jak w przypadku wcześniejszego tomu, który w pewnych momentach wołał o pomstę do nieba. Gdy musiałam wręcz walczyć sama ze sobą by jednak doczytać do końca.


Upłynął już prawie rok od przybycia Gemmy Doyle do Akademii Spence. Wiele się w tym czasie wydarzyło. Dziewczyna sądziła, że pokonanie Kirke to koniec kłopotów. Miała nadzieję, że będzie mogła zająć się już tylko przygotowaniami do debiutu na londyńskich salonach. Niestety kolejne zdarzenia przekreślają jej plany.
Gemma ma teraz poważne powody do obaw o swoje zdolności magiczne. Nie dają jej spokoju tajemnicze wizje. Kim jest dama w lawendowej sukni? Co oznacza Drzewo Wszystkich Dusz? Gdzie zniknął Kartik? To tylko niektóre z pytań, na które nie zna odpowiedzi. W poszukiwaniu przeznaczenia nie może sobie pozwolić na błędne decyzje – musi przecież chronić świat i najbliższych.

Przyznam szczerze, że czytanie trzeciej części "Magicznego kręgu" szło mi bardzo źle. Początek był zachwycający, dlatego szybko przeszłam przez kilka pierwszych rozdziałów, lecz gdzieś w połowie książki utknęłam na długi czas. Widząc, ile stron pozostało mi do punktu kulminacyjnego, chciałam się poddać. Dopiero kiedy wzięłam się w garść i przebrnęłam przez parę momentów pozbawionych ciekawej akcji, odkryłam, że z każdą stroną przybliżającą mnie do końca robi się coraz ciekawiej. Od połowy poznawanie dalszych losów Gemmy stawało się odkrywaniem kolejnych sekretów i dopasowywaniem elementów układanki Kirke. "Studnia wieczności" zamieniła się w 760 stron żegnania się z bohaterami, Akademią Spence i Londynem, a także była przepustką do zapanowania nad chaosem międzyświata i ujrzenia spokoju w magicznej krainie.
Co mogę powiedzieć o punkcie kulminacyjnym? Zaskakujący! Pani Bray wzbogaca przygodę dziewcząt z Akademii, cyganów i Rakshana o nagłe zwroty akcji, dzięki czemu nie można się nudzić. Daję słowo, że ani razu nie spotkałam się z najmniejszym przejawem schematyzmu. Autorka wszystko sobie zaplanowała i idealnie przeniosła na papier, dodając mnóstwo emocji, niezapomnianych wrażeń i momentów, w których wstrzymywałam oddech.

Sam koniec historii Gemmy to nie jakieś tam zakończenie niebezpiecznej przygody oraz wielki happy end, tylko czas pożegnań, smutnych rozstań, podejmowała różnych decyzji i patrzenia w przyszłość, a także cudowna, niepowtarzalna lekcja życia. Nie czekajcie na baśniowe zwieńczenie trylogii "Magiczny krąg", w którym żaba staje się księciem, zło chowa się w kąt, a dobro i szczęście spływa na głównych bohaterów jak lawina – dostaniecie coś o niebo lepszego, oryginalniejszego i mądrego (dla wrażliwych i delikatnych czytelników również wyciskającego łzy z oczu). Do tej pory na wspomnienie niektórych chwil czuję ogromny żal w sercu, ale jednocześnie wiem, że tak miało być, bo życie nie jest bajką.

2 komentarze:

  1. O kurcze, nigdy wcześniej nie słyszałam o tej serii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam pokazać Ci coś nowego ;)

      Usuń