Libba Bray - Cykl:
magiczny krąg
„Gemma Doyle w
niczym nie przypomina swoich rówieśniczek - panien o nienagannych
manierach. Po tragedii, która spotyka jej rodzinę w Indiach, uparta
i przekorna dziewczyna trafia do londyńskiej Akademii Spence. Czuje
się samotna, dręczy ją poczucie winy i nękają wizje przyszłości.
Nie jest jednak zupełnie sama... Jej śladem podąża tajemniczy
młodzieniec. W Spence Gemma zaprzyjaźnia się z najbardziej
wpływowymi dziewczętami, odkrywa w sobie nadprzyrodzone zdolności,
a także dowiaduje się o dawnych powiązaniach swojej matki z tajnym
stowarzyszeniem nazywanym Zakonem.”
Pierwsze kilkanaście stron nie zapowiadało wspanialej
uczty. Byłam nieufna ale zapierałam się rekami i nogami żeby
czytać dalej i nie pozwolić sobie na odłożenie książki na
półkę. Przed połową coś się zmieniło. Zaczęłam lubić Gemmę
i jej poczucie humoru. Miałam ochotę ukatrupić Felicity,
potrząsnąć Ann, żeby zabrała się do życia i kazać przestać
Pipie tyle gadać. Można powiedzieć że zaprzyjaźniłam się z
nimi i razem odkrywałyśmy tajemnice miedzyświata. Marzyłam wręcz,
żeby moc się znaleźć w miejscu gdzie wszystko jest możliwe i
gdzie spełniają się najskrytsze marzenia...
Długo
czytając książkę byłam przekonana ze skończę na pierwszym
tomie i nie sięgnę po kolejne. Śmieszne, bo zanim jeszcze
skończyłam, wiedziałam, że nie ma mocy żebym nie chciała
dowiedzieć się co będzie dalej:)
Akcja
nabrała takiego tempa ze nie mogłam się oderwać, doszło nawet do
tego, ze zmieniłam moje początkowe zdanie o książce o 180 stopni.
„Od
dramatycznych wydarzeń opisanych w Mrocznym sekrecie minęły dwa
miesiące. Gemma, Felicity i Ann dzięki magicznej mocy nadal
odwiedzają krainę fantazji, gdzie starają się odnaleźć
zaginioną Świątynię. Chcą pomóc Gemmie w jej misji i pocieszyć
Pippę, która na zawsze pozostała w innym świecie. Gemmę pociąga
egzotyczny Kartik, a jednocześnie podoba jej się przystojny, choć
niezbyt bystry Simon. Pewnego dnia w szpitalu, gdzie pracuje Tom,
brat Gemmy, dziewczyna spotyka Nell Hawkins, która wie, jak dotrzeć
do Świątyni. Gemma odkrywa, że Nell, podobnie jak trzy inne
dziewczyny, których straszny los przewidziała, uczyła się w
szkole, w której pracowała ich nowa nauczycielka rysunku.”
Pokazuje ona, jak każda sytuacja może się zmieniać w
zależności od wybranej perspektywy. Jak w prawdziwym życiu mamy tu
wiele egoizmu ze strony głównych bohaterek, zrodzonych głównie
przez ich obawy i wątpliwości. Nie zmienia to faktu, że każdy
lubi stawiać na swoim (chociaż nie zawsze czuje się na siłach).
Dziewczęta zbliżyły się do siebie ale ciągle są między nimi
tarcia, kiedy specjalnie robią sobie na złość, tylko po to by
poczuć się lepiej. Nic dziwnego skoro bardzo się od siebie różnią.
Wątek
fantastyczny rozwija się coraz bardziej, akcja nabiera tempa. I jak
można się domyślić na niektórych polach następuje postęp, w
innych diametralnie zmienia się perspektywa. A sprawiedliwość i
równość, walka przeciw schematom, sprowadzi na bohaterki kolejne
przeszkody i nowych wrogów.
W
ostatecznym rozrachunku godna polecenia. Nie miałam z nią takiego
problemu, jak w przypadku wcześniejszego tomu, który w pewnych
momentach wołał o pomstę do nieba. Gdy musiałam wręcz walczyć
sama ze sobą by jednak doczytać do końca.
„Upłynął
już prawie rok od przybycia Gemmy Doyle do Akademii Spence. Wiele
się w tym czasie wydarzyło. Dziewczyna sądziła, że pokonanie
Kirke to koniec kłopotów. Miała nadzieję, że będzie mogła
zająć się już tylko przygotowaniami do debiutu na londyńskich
salonach. Niestety kolejne zdarzenia przekreślają jej plany.
Gemma
ma teraz poważne powody do obaw o swoje zdolności magiczne. Nie
dają jej spokoju tajemnicze wizje. Kim jest dama w lawendowej sukni?
Co oznacza Drzewo Wszystkich Dusz? Gdzie zniknął Kartik? To tylko
niektóre z pytań, na które nie zna odpowiedzi. W poszukiwaniu
przeznaczenia nie może sobie pozwolić na błędne decyzje – musi
przecież chronić świat i najbliższych.”
Przyznam szczerze, że czytanie trzeciej części
"Magicznego kręgu" szło mi bardzo źle. Początek był
zachwycający, dlatego szybko przeszłam przez kilka pierwszych
rozdziałów, lecz gdzieś w połowie książki utknęłam na długi
czas. Widząc, ile stron pozostało mi do punktu kulminacyjnego,
chciałam się poddać. Dopiero kiedy wzięłam się w garść i
przebrnęłam przez parę momentów pozbawionych ciekawej akcji,
odkryłam, że z każdą stroną przybliżającą mnie do końca robi
się coraz ciekawiej. Od połowy poznawanie dalszych losów Gemmy
stawało się odkrywaniem kolejnych sekretów i dopasowywaniem
elementów układanki Kirke. "Studnia wieczności"
zamieniła się w 760 stron żegnania się z bohaterami, Akademią
Spence i Londynem, a także była przepustką do zapanowania nad
chaosem międzyświata i ujrzenia spokoju w magicznej krainie.
Co
mogę powiedzieć o punkcie kulminacyjnym? Zaskakujący! Pani Bray
wzbogaca przygodę dziewcząt z Akademii, cyganów i Rakshana o nagłe
zwroty akcji, dzięki czemu nie można się nudzić. Daję słowo, że
ani razu nie spotkałam się z najmniejszym przejawem schematyzmu.
Autorka wszystko sobie zaplanowała i idealnie przeniosła na papier,
dodając mnóstwo emocji, niezapomnianych wrażeń i momentów, w
których wstrzymywałam oddech.
Sam
koniec historii Gemmy to nie jakieś tam zakończenie niebezpiecznej
przygody oraz wielki happy end, tylko czas pożegnań, smutnych
rozstań, podejmowała różnych decyzji i patrzenia w przyszłość,
a także cudowna, niepowtarzalna lekcja życia. Nie czekajcie na
baśniowe zwieńczenie trylogii "Magiczny krąg", w którym
żaba staje się księciem, zło chowa się w kąt, a dobro i
szczęście spływa na głównych bohaterów jak lawina –
dostaniecie coś o niebo lepszego, oryginalniejszego i mądrego (dla
wrażliwych i delikatnych czytelników również wyciskającego łzy
z oczu). Do tej pory na wspomnienie niektórych chwil czuję ogromny
żal w sercu, ale jednocześnie wiem, że tak miało być, bo życie
nie jest bajką.
O kurcze, nigdy wcześniej nie słyszałam o tej serii!
OdpowiedzUsuńCieszę się, że mogłam pokazać Ci coś nowego ;)
Usuń